Jak ja go nienawidzę! O tym, że w małżeństwie warto się czasem pokłócić. 6


Nie lubię się kłócić. Nie lubię krzyków i płaczu. Nie lubię uczucia bólu na sercu, kiedy usłyszę coś krzywdzącego albo kiedy sama powiem zbyt wiele. Ale od tego chyba nie da się uciec. Zawsze w życiu małżeńskim znajdzie się taki moment, kiedy problemów nazbiera się tyle, że komuś w końcu uleje się goryczą.

 

Kto tak nie ma? Kłótnia małżeńska

O mnie i o Bartku już nie raz słyszałam, że jesteśmy jak włoskie małżeństwo. Kłótliwi ale wciąż zakochani. Uwielbiamy ćwiczyć swoją cierpliwość. Przytykamy sobie testując granice wytrzymałości drugiej połowy. Powodów przecież są miliony: zbyt długie spanie, nic na śniadanie, niewyniesione śmieci, niepozmywane naczynia, znów nie ten obiad, chętnie bym coś podjadł… i spirala podenerwowania się nakręca.

 

 

Nie wszystko jest takie proste

Życie potrafi jednak płatać figle – zrzucić na barki człowieka dużo większe problemy. Minęło już pół roku od kiedy szukam pracy. W międzyczasie był mały epizod z zastępstwem, ale nie zmienia to faktu, że wciąż nie mam nic na stałe. Frustracja z tego powodu jest niemała, a ja postanowiłam trzymać ją głęboko w sobie, nie rozmawiając z Bartkiem o tym jak jest mi źle.

 

Gdzie mnie to zaprowadziło?

Przy każdej próbie rozmowy na tematy pracy traktowałam Bartka jak wroga. Dotarłam do punktu samotności. Do miejsca, w którym mój mąż odpuścił walkę o rozmowę ze mną. Już nie tylko niewyniesione śmieci zaczęły mnie denerwować. Rozdrażniało mnie wszystko. Nie cieszyło nic, a kumulacja złości sprawiła że zaczęły zbierać się nad nami burzowe chmury.

 

Ile można było tak wytrzymać?

Przyszedł silny wiatr, zagrzmiało i lunęło, a wraz z nim morze łez. Kolejna kłótnia, tym razem poparta długą rozmową przyniosła ulgę i uciszyła hulający w duszy wiatr. Nad moim niebem wyszła tęcza. Pozwoliłam w końcu Bartkowi na przeanalizowanie tego co się ze mną dzieje, na wytłumaczenie jak powinnam sobie poradzić z problemami, które mnie trapią. Pozwoliłam mu pokazać sobie ile w około mnie jest rzeczy, z których powinnam się cieszyć. Przypomniał mi skąd czerpać radość. Postawił znów twardo na ziemi i mądrze wskazał drogę, po której powinnam iść.

 

Na dobre i na złe

Jestem z Bartkiem od pierwszej klasy liceum. To właśnie mój mąż jest moim największym przyjacielem i zna mnie na wylot. Nie wiem więc dlaczego doprowadzamy do sytuacji, w których stajemy się dla siebie wrogami. Kiedy patrzę z boku na nasze kłótnie, brak w tym logiki. Przecież chcieliśmy z radością i miłością iść wspólnie przez życie. Nie ma sensu ukrywać przed sobą swoich żali, tworzyć wokół siebie tajemnice, które prędzej czy później wyjdą na jaw. Wiem, że on jest ze mną na dobre i na złe i że zawsze poda mi rękę, kiedy będę spadać w dół. Dlaczego jednak przypominam sobie o tym, dopiero wtedy, kiedy jest już naprawdę źle?

 

 

Warto rozmawiać

To w szczerej rozmowie tkwi klucz do dobrego i zgodnego małżeństwa. To dzięki niej jesteśmy w stanie oczyścić złą atmosferę, która nas otacza. Nie jest prostą rzeczą doprowadzić do konstruktywnej rozmowy dwoje wkurzonych na siebie ludzi ale czasem warto usiąść przed sobą twarzą w twarz i powiedzieć co nas boli. Zawsze powtarzam, że od miłości do nienawiści jest tylko jeden mały krok. Zbyt łatwo jest pójść za daleko i stracić to, co nas łączy. Warto więc zrobić krok do tyłu i wspólnie przeanalizować skąd biorą się problemy i jak je rozwiązać. Nie bez powodu przecież wybraliśmy siebie!

 

  • Enthia0

    Natalia, dzięki za taki osobisty tekst. Bardzo do mnie trafił. Pozdrawiam

    • Enthia0, bardzo się cieszę, że mój tekst wpłynął na Ciebie i pozwolił Ci zastanowić się nad swoim związkiem. Nie ma świętych ludzi. Każdy się kiedyś kłóci, ale najważniejsze jest to, żeby po kłótni dość do zgody. Jesteśmy przecież ze sobą po to, żeby szczęśliwie razem przejść przez życie.

  • Bebe Talent

    Najtrudniej jest się nauczyć, że druga osoba, choćby najbardziej kochana, nie potrafi czytać w naszych myślach.

    • Czasami, jak już milczę za długo, to żałuję, że mój mąż nie czyta tego co mi w głowie siedzi 🙂 Świat byłby dużo prosty i szybciej dochodzilibyśmy do zgody, albo pomogli sobie.

  • Im dłużej człowiek zna drugą osobę, tym na więcej sobie wobec niej pozwala. Dotyczy to niestety także kłótni. Choć te imho oczyszczają atmosferę. Nie wierzę w życie w wiecznej zgodzie 😉

    • To prawda, na początku związku kłótni było dużo mniej! W małżeństwie, mając rodzinę, spraw jest ciągle tyle, że dużo częściej zdarzają się nam nieporozumienia