Zabawki z reklam. Czy warto się bronić przed ich zakupem? 26


Zastanawiałam się jak podejść do tematu, bo jako porządna i dbająca o budżet domowy matka powinnam być negatywnie nastawiona do drogich i wykreowanych na najfajniejsze na świecie zabawek z reklam. Cóż jednak począć, kiedy w dobie braku Wieczorynki, dzieci mają dostęp do kanałów z bajkami od świtu do późnej nocy. W przerwie oczywiście reklamy, a w moich uszach dźwięczy radosny pisk mojej córki: Mamo, kupisz mi to? Zabawki z reklam, stają się dla naszych pociech najbardziej pożądaną rzeczą na świecie.

 

„Chcę” lista

Dziś „chcę” lista jest tak długa, że tłumaczenie dziecku, że nie można mieć wszystkiego staje się powoli nudne. To jednak ważny element naszych konwersacji okołoreklamowych. Dlaczego? Po pierwsze, żeby budować w dziecku świadomość, że portfel rodziców, to nie studnia bez dna. Po drugie, dziecko ma większą radość, kiedy dostanie zabawkę raz na jakiś czas. Mam tu na myśli przypadki okazjonalne: urodziny, w nagrodę za coś naprawdę wielkiego, czy na Święta. Nasza Iga czuje wtedy, że my jako rodzice postaraliśmy się właśnie dla niej. Kupiliśmy jej przecież coś o czym marzyła od dawna, co długo było dla niej nieosiągalne.

 

Kupowanie zabawek i drobnych rzeczy

Kupowanie rzeczy, których już oczywiście nie zauważamy kiedy wpadają do naszego koszyka, dorzucone tam pokątnie przez nasze dziecko, sprawia że traci ono poczucie ich wartości. Dziecko przestaje cenić sobie fakt ich posiadania. Rzeczy te są dla nich zwykłe, powszechne przez co szybko lądują niechciane w kącie pokoju.

 

Nie wszystko jest takie złe

Wśród reklamowanych produktów znaleźć można wiele ciekawych zabawek, które pobudzają dziecięcą kreatywność. Myślę więc, że w takich przypadkach ich zakup może zostać rozgrzeszony. Jak pomyślę o moich dziecięcych marzeniach, to czymś wielkim dla mnie było posiadanie lalki barbie. Dziś, nasze córki czy synowie, również mają w głowach wykreowanych ulubionych bohaterów z bajek. Jeśli nie przesadzimy z wykupem całych kolekcji zabawek tematycznie powiązanych z jakąś bajką, którą oglądacie w domu, to można zaobserwować jak fajnie dziecko potrafi bawić się tą pojedynczą rzeczą.

 

Elza i Anka z Krainy Lodu

Iga uwielbia Krainę Lodu. Elza i Anka są w naszym domu od jakiegoś czasu. Nasze dziecko dba o te zabawki szczególnie. Kojarzą się jej z czymś co bardzo lubi. Zna teksty z bajki i słyszę jak w zabawie je wykorzystuje. Pięknie rozbudowuje swoją wyobraźnie. Wspólnie możemy również odgrywać scenki, które znamy z bajki. Poza tym, cieszy mnie fakt, że to te dwie postacie są jej ulubionymi. Bajka mówi bowiem o siostrzanej miłości, czyli o czymś co może być dla niej ważne w przyszłości. Kto wie, może jeszcze kiedyś będzie miała rodzeństwo.

 

Ulegaj, ale tylko czasem

W całym bałaganie zabawek jakie nasze dziecko ma w swoim pokoju, są również rzeczy niemarkowe. Takie, których nie znajdziemy w reklamach. Niczym oczywiście nie odbiegają od tych, które widzimy na szklanym ekranie. Uważam jednak, że nie ma w tym nic złego, gdy kupimy dziecku raz na jakiś czas, coś o co dziecko tak długo prosiło. Podzielacie moją opinię?

 

 

  • Reni Blog

    Fajnie, ze tak rozsądnie podchodzisz do zakupu zabawek. W dzisiejszych czasach tak łatwo zasypać dziecko zbędnymi rzeczami. Pozdrawiam:)

    • Ulegać dziecku można, ale wszystko z rozsądkiem. Miliony rzeczy nie sprawią, że będzie w życiu szczęśliwsza. Trzeba dobierać dziecku rzeczy wartościowe.

  • Pamiętam jak będąc dzieckiem marzyłam o Barbie… A gdy wreszcie ją dostałam, to nawet łóżka nie zaścielałam, bo przecież lalka musiała mieć gdzie spać :p Ale fakt – było to wówczas spełnienie moich dzięcięcych pragnień.

    • Moja córka ma podobnie. Kładzie się z lalkami spać, rozmawia z nimi. Bawi mnie kiedy słyszę: ” Dziewczyny, teraz idziemy do łóżka”.

  • Krystyna Polek

    Chyba najważniejsze jest to uleganie. Dziecko nie może wiedzieć, że za każdym razem dostanie to co chce. Pewnie, że niemarkowe zabawki sa dobre i czasami nie odbiegają jakością od markowych 🙂

    • Potwierdzam, trzeba być twardym i nie ulegać. Dzieci łatwo rozpieścić, przez co później nie doceniają tego co mają.

      • U nas wprowadziliśmy własne skarbonki, w których zwykle dziadkowie z okazji urodzin czy świąt wrzucają jakieś drobne sumy (czasem całkiem spore też). I za te pieniądze dzieci mogą kupować sobie co zechcą. Dzięki temu syn już kalkuluje, że na coś może spokojnie poczekać do urodzin 😉

  • Jeju, nie mam jeszcze swoich dzieci, ale mam nadzieję, że uda mi się zachować w tym wszystkim rozsądek w przyszłości 😀

  • W mojej rodzinie nie obchodzi się świąt, urodzin, imienin. I powiem, tak szczerze od serca, że prezenty bez okazji, dawane dziecku z zaskoczenia, to podwójna radość. Kiedy ktoś zupełnie się tego nie spodziewa, również bardzo cieszy się z prezentu. Oczywiście, ważne, by w tym wszystkim zachować umiar i nie ulegać, gdy dziecko koniecznie czegoś chce, bo zauważyło na wystawie. Nie chcę też przez to powiedzieć, że prezent podarowany z okazji urodzin mniej cieszy. Ale czasem widzę, że w dzisiejszych czasach sporo dzieciaków przyjmuje postawę trochę… hmmm, roszczeniową. Na przykład jedno z dzieci obchodzi urodziny i rodzice wyprawiają przyjęcie. Często panuje takie przekonanie, że prezenty powinno otrzymać również młodsze rodzeństwo. Nie do końca wydaje mi się to właściwe. No, ale wracając do tematu – umiar i zdrowy rozsądek najważniejszy 🙂

    • Jeśli chodzi o prezenty z zaskoczenia, to naszemu dziecku sprawiamy je wtedy, gdy chcemy uczcić jej sukces, albo szczególną postawę np. kiedy dzielnie wróciła po chorobie ze szpitala. Jeśli chodzi o prezenty dla solenizanta i całego jego rodzeństwa, to staram się dla tych drugich kupować raczej coś na osłodę…

      • Myślę, że to dobre rozwiązanie 🙂 coś na osłodę dla rodzeństwa. Zresztą prezenty z okazji sukcesu lub właściwej postawy – również. To dobra motywacja do dalszego działania. Choć z drugiej strony trzeba uważać, żeby nie przeholować. Żeby dziecko nie żyło w przekonaniu, że zawsze mu się należy, jak zasłuży.. Ale generalnie zgadzam się z Tobą, mądrze piszesz 🙂

    • Czy mogę tak z czystej ciekawości zapytać co jest powodem nieobchodzenia różnych ważnych dla innych dni w roku (świat, urodzin, imienin)?

      • Oczywiście 😉 duży wpływ na naszą decyzję ma Biblia. Urodziny czy imieniny to zwyczaje wywodzące się z pogaństwa, a my staramy się je omijać jak najszerszym łukiem.

        • A święta (wyłączając państwowe)? W sumie Boże Narodzenie to urodziny Jezusa 😉 więc rozumiem. A reszta? Ciekawa ze mnie baba 😀

          • Bo to w ogóle ciekawy temat…Ja też czekam na odpowiedź 🙂

          • Nie obchodzimy Bożego Narodzenia. Po pierwsze nie uznajmy Trójcy, tak jak katolicy. Zatem dla nas Jezus jest Synem Bożym, a nie Bogiem 🙂 Po drugie, te święto również ma pochodzenie pogańskie. Wielkanoc podobnie.

          • Dziękuję. Zawsze dobrze dowiedzieć się czegoś nowego.

          • Nie ma sprawy. Przepraszam, jeśli nie za bardzo rozwinęłam ten temat. Moje odpowiedzi były dosyć ogólne… Miałam dziś urwanie głowy i niezwykle mało czasu. To dlatego.

  • Reklama jest czasami bardzo nachalna, dlatego trzeba umieć ją „oswoić”. Podałam ostatnio kilka sposobów, jak nie dać się reklamie. 🙂

    • Zgadzam się, reklamy są nachalne i każą nam myśleć, że rzeczy w nich pokazywane są nam niezbędne do życia.

  • Ja mam bardzo dobry sposób na reklamy – brak TV. U mnie bajki oglądane są z DVD, a i my, dorośli, także nie korzystamy z tradycyjnej telewizji, tylko ew. internetowych kanałów na YouTube czy filmów VOD.

    • Fajnie, jak ktoś od początku zdecyduje, że TV mu nie potrzebna. U nas było jakoś tak, że dostaliśmy pierwszy telewizor w spadku, a potem już się swój kupiło na nowe mieszkanie. Tak z przyzwyczajenia.

      • TV jako ekran mamy 😉 Ale nie mamy w nim żadnych programów. Czasem to śmieszne, bo dzieci się przyzwyczaiły, że jak wychodzą z pokoju, to bajkę można zastopować. A w programach telewizyjnych rzadko bywa taka możliwość (choć zdarza się jak się ma tv satelitarną).

  • I u nas nie ma TV, ale czasem oglądają u babci. Gdy jestem z nimi, i słyszę dziesiąty raz pytanie „kupisz mi to?”, i nie pomagają tłumaczenia, pytam ich o to samo, czy ja oglądając reklamy tez chcę mieć to wszystko? Drugi sposób, to wyjaśnić dzieciom, że reklamy pokazują wcale nie najfajniejsze zabawki, tylko to, co ktoś chce byśmy kupili (pięciolatka juz to rozumie). Po trzecie, gdy dzieci chciały mieć łóżko piętrowe, długo zbieraliśmy pieniążki, co oznaczało, że mieli do wyboru, albo wydać wszystko na zabawki albo na łóżko. Zawsze wybierali łóżko :))

  • Nie mamy tv, więc reklamy między bajkami mamy z głowy 😉 Za to mieszkamy z bratem męża i ich córeczka ma dosłownie stosy zabawek – więc i mój synek często chce coś co u niej widzi. Jeśli Jaś chce coś konkretnego, zbiera na to pieniądze w skarbonce – przeważnie po dwóch dniach zapomina o tym, jak coś mu było potrzebne. Im mniej ma zabawek, tym ładniej się nimi bawi 🙂